W samym sercu Katalonii: krwawe bitwy i urokliwe wioski

Odpocznij od zgiełku Barcelony oraz odkryj ducha Katalonii wraz z legendarną i naprawdę piękną rzeką.

„Komary były pierwszymi ekologami”, oznajmił kierownik centrum MonNatura Delta de L’Ebro, Josep Culvi, podczas gdy obserwowaliśmy rozległe wydmy, zachwycające laguny, słone błota i pola ryżowe rozciągające się przed nami. „Trzymały ludzi z dala...”

Około 150 kilometrów na południe od Barcelony wzdłuż wybrzeża, 50 kilometrów od Reus, znajduje się 7,800-hektarowy park Natural del Delta de l'Ebro, jeden z najważniejszych śródziemnomorskich podmokłych terenów. Znajdziesz tu gatunki zwierząt, które nie istnieją w żadnym innym miejscu na Ziemi. Liczba gatunków ptaków zamieszkujących park sięga 300, jest to 60% wszystkich gatunków w Europie, łącznie z mewą śródziemnomorską, orłem południowym i flamingiem różowym.

Jednak obecny krajobraz nie zawdzięcza całego swojego dziedzictwa naturze. Produkcję soli datuje się na czasy starożytne; rybołówstwo także pozostawiło po sobie ślad. Wspięliśmy się na dach dawnego domu rybaka, by mieć widok na tę piękną scenerię. Poniżej widzimy Deltę, której płycizna co roku wytwarza 2000 ton ostryg i 5000 ton małż.

Tak jak Anglia to nie tylko Londyn, USA to nie sam Nowy Jork, katalońska dolina Ebro i delta rzeki istnieją bardziej szczerze, prościej i w wolniejszym tempie niż zatłoczona Barcelona.

Na plaży L’Amplolla’s L’Arenal spotkałem się z Mariną Gonzales Salvado, lokalnym ekologiem morskim, która przewodziła nam w naszej 20-kilometrowej przejażdżce rowerowej dookoła jednej z mniejszych lagun Delty- La Bassa de les Olles. Jest to idealna wycieczka rowerowa: wzdłuż ścieżek wolnych od samochodów, gdzie potargane zawilce ustępują szuwarom; przemierzając mosty ponad wartkim tunelem nawadniającym, a zapach morza był odczuwalny coraz mocniej. Podniosła sceneria daje wspaniały widok na lagunę; ludzie nie są jednymi istotami, które wpatrują się w wodę.

Gdzieniegdzie stoją czaple, widzimy około 50, cierpliwie wyczekujące lunchu. To niesamowicie spokojne miejsce nie jest jednak całkowicie beztroskie, tak jak nie są wspinaczki - niebezpieczne dla osób cierpiących na choroby serca. Jest to jedna z wielu dostępnych ścieżek rowerowych na tym obszarze.

Zbliżamy się do przystani Port d’Illa; chatki weekendowych rybaków nie upiększają okolicy, zawdzięczając to wyrzuconym na brzeg wrakom statków. Senny pomost pokryty łuszczącą się farbą, porzucone kapcie oraz stosy poplątanych sieci. Trochę cuchnie, ale ów nieprzyjemny zapach dodaje miejscu wiarygodności.

Nie zawsze było tu tak spokojnie. Na przestrzeni wieków Ebro było świadkiem wielu konfliktów. W 218 p.n.e. widziało decydującą bitwę na morzu pomiędzy Rzymem a fenickim miastem-państwem Kartaginą (obecnie Tunis), która zakończyła się pierwszą wojną punicką. Jakiś czas później rzeka była czerwoną linią, przez którą przeprawił się dowódca Hannibal wraz ze swoją armią w ramach rewanżu.

W 1938 roku republikanie i nacjonaliści walczyli zaciekle na brzegu Ebro w hiszpańskiej wojnie domowej. Tamtego lipca siły zbrojne pod dowództwem generała Franco zmierzyły się z armią republikanów wzdłuż brzegu rzeki; szacuje się, że do połowy listopada w walce życie straciło 20000 osób, pieczętując przegraną republikanów.

Ostatni konflikt mający miejsce w Ebro jest mniej znany, lecz nie mniej surowy. W pobliżu Katalonii napis graffiti wzdłuż rzeki ukazuje sprzeciw co do planów dotyczących odciągania wód do użytku w innym miejscu w Hiszpanii, a z perspektywy Katalończyków, do innego państwa.

W porcie zajmujemy miejsce w łódce Rubena Cabrera. Prowadzi ją przez czystą wodę płycizny w kierunku miejsca obfitego w owoce morza. „Moja rodzina mieszka tutaj od zawsze”, mówi. „Dobra, właściwie to od 34 lat”. Wyjaśnia, że rybacy ponoszą wiele strat. „Mamy połów tylko raz w roku. Kiedyś były dwa”. Pytam dlaczego. „Ostrygi nie zawierają już tyle składników odżywczych. Jedną z przyczyn są hydroelektryczne fabryki. Nie ma już tu dużo słodkiej wody i jest więcej szlamu”.

W zatoczce Fangar Ruben wyłącza silnik. Posuwamy się wolno w stronę naszego przystanku i cumujemy przy platformie podtrzymującej drewniany domek Mirador de la Badia. Opuszczamy łódź. Lunch już na nas czeka. Dwa metalowe półmiski, jeden wypełniony ostrygami, drugi małżami oraz miseczka z ćwiartkami cytryny i butelka wina musującego. Świeżość, prostota, promienie słońca oraz alkohol to idealna proporcja.

Zmierzając w głąb lądu, na dzikim, leniwie zaokrąglonym Ebro znajduje się wioska, na szczycie której góruje zamek templariuszy uporczywie trzymający się skały wznoszącej się nad wodą. Nasz przewodnik, artysta i mieszkaniec Ebro, Aurelio Monge, oprowadza nas dookoła. „W latach 60 społeczeństwo żyjące tutaj było niezwykle kreatywne. Większość z nich tworzyło dla samej sztuki. To dość swobodne podejście”, mówi.

Swoboda jest widoczna wszędzie: wzdłuż alejek niewielkie, ledwie zauważalne galerie, przesadnie nadzorowane przez właścicieli, dorywczo prezentujących ceramikę i obrazy.

Idziemy dalej wąskimi uliczkami oraz alejkami, gdzieniegdzie wspinając się po równie wąskich schodkach. „Przybył tu Salvador Dali. Chciał kupić zamek. Ale należał do anarchisty”, powiedział radośnie Aurelio. „Wiedział, że Dali był bliski Franco. Więc odmówił!”.

Aurelio oprowadza nas po Palau de Miravet, odnowionej posiadłości modernistycznego artysty Joaquima Mira, która teraz pełni funkcje galerii, jest miejscem wystaw oraz hotelem. Widok na drogę wodną oraz na dolinę Ebro jest paraliżujący. „Ile kosztuje nocleg tutaj?”, pytam, oczekując wygórowanej sumy za tak pierwszorzędną lokalizację.

„Artyści zostawiają za pobyt jakieś dzieło. To wszystko”, odpowiada Aurelio. „Rozmawiam z nimi i potrafię stwierdzić, czy są szczerze zainteresowani pobytem tutaj”.

Spoglądając w dół na Ebro, pytam Aurelio o wydobycie wody - to, o którym mówi graffiti. „Tak, ludzie wyszli protestować na ulice. Mówią, że są tymi samymi, którzy walczyli podczas wojny domowej, synowie ich synów. To walka ideologiczna”.

Podążając w dół rzeki do stolicy - Tortosy - napotykamy niedokończoną XIV-wieczną katedrę (katalońska specjalność) oraz przyjemnie zakręcone, zacienione uliczki, nad którymi góruje X-wieczny zamek Moorish.

Minęło 78 lat odkąd Ernest Hemingway, pracując jako reporter wojenny, załączył sprawozdanie zatytułowane Bombardowanie Tortosy. Jego zwiastun II Wojny Światowej. 15 kwietnia 1938 roku szwadron włoskich i niemieckich samolotów upuścił 54 tony bomb na miasto. Niektóre z wyrządzonych szkód są widoczne do dziś. Zapach siarki i prochu strzelniczego rozwiał się, ale bitwa o przyszłość Ebro Delty jest całkowicie poważna. Ta wyjątkowa część Katalonii powinna schować swoją duszę, by nie wystawić jej na sprzedaż.

Niezbędnik podróżniczy

Jak się tam dostać?

Loty do Barcelony bezpośrednio z Poznania, Gdańska lub Warszawy.

Pobyt

Headwater oferuje od 6 do 8 nocy w korzystnej cenie. Koszt wycieczki: od 4100 zł za osobę. Cena obejmuje: zakwaterowanie, wypożyczenie roweru, przelot bagażu i większość posiłków.

Autor: Nick Redmayne

Tłumaczenie: Daria Skrzypczak

Źródło: http://www.independent.co.uk/travel/europe/catalonia-tortosa-ebro-delta-cycling-holidays-miravet-national-park-ebre-river-a7373371.html

Dział: 

Komentarze

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.