Bajka o Indiach: «Całe moje życie to odpoczynek»

Reklama

pt., 01/19/2018 - 14:50 -- koscielniakk

Historia rosyjskiej fotografki Katii Pieszakowej, która postanowiła zamieszkać w Indiach i opowiada m.in. o tym, jak zorganizować sobie życie w tym bajecznym kraju. 

Droga do Indii

Indie pasjonowały mnie już od dzieciństwa. Kiedy miałam 16 lat, znajomy zaprosił mnie na festiwal Krysznowców. Jeśli chodzi o Ruch Świadomości Kryszny, to interesowała mnie nie tyle sama organizacja, co duch Indii, którego można było poczuć, będąc na takim festiwalu. Chciałam zaznajomić się z kulturą Indii, historią, religią oraz z językiem. Można powiedzieć, że zapałałam miłością do tego kraju i odczuwam ją aż do dzisiaj.

Już podczas swojej pierwszej wizyty zrozumiałam, że chcę zamieszkać w Indiach. Pozostawało tylko obmyślić plan, który pozwoliłby mi przenieść się tam na zawsze. Moim pierwszym próbom przeprowadzki towarzyszyły problemy materialne oraz wizowe. Miałam tylko 22 lata. Trudno mi było od razu stanąć na nogi. Realizacja planu okazała się możliwa dopiero trzy lata później.

Na początku nie mogłam samodzielnie pracować, więc usiłowałam nawiązać kontakt z indyjskimi fotografami oraz agencjami. Zależało mi na tym, żeby zobaczyć, jak wygląda hinduskie wesele, dlatego oferowałam swoje usługi bezpłatnie. Odezwała się tylko jedna agencja. Każdego dnia robiłam bezpłatne fotografie i nagrania, a utrzymywałam się dzięki oszczędnościom pozyskanym w Rosji.

Po upływie pewnego czasu udawało mi się zarabiać po sto dolarów za nagranie, chociaż później dowiedziałam się, że agencja sprzedawała moje prace za kilkakrotnie wyższą cenę. Po tym jak stworzyłam sobie bazę klientów, zdecydowałam się otworzyć własną firmę. Na początku nie brakowało trudności, ale ostatecznie udało mi się je pokonać i moja działalność prosperuje aż do dzisiaj.

Waranasi

W momencie, kiedy na dobre wprowadziłam się do Indii, byłam dobrze przygotowana do życia w tym kraju. Nic już nie mogło mnie już zaskoczyć. Zostawiłam za sobą fantazje o bajkowej krainie i przyjmowałam wszystkie realia, jako normalny element codzienności. Jeśli czegoś naprawdę chcesz, to przestajesz zwracać uwagę na drobne niewygody.

Zamieszkałam w mieście Waranasi, a wcześniej żyłam w Goa oraz Delhi. Waranasi to wyjątkowe miejsce. Hindusi darzą je szczególną czcią, albowiem nosi ono tytuł Miasta Boga Śiwy. Wielu ludzi wierzy, że Śiwa jest tutaj obecny, i że ci, którzy pozostawią w Waranasi swoje prochy doświadczą wyzwolenia po śmierci - nawet jeśli w swoim życiu, powiedzmy, nie byli aniołami.

Miasto przypomina labirynt - nowe drogi wbudowano w starą część, znajdującą się na pobrzeżu rzeki. Wciąż jeszcze podczas spacerów zdarza mi się odkryć nową ulicę, choć żyję tutaj już długo.

Zamieszkałam w starej części Waranasi, dlatego że chciałam być jak najbliżej rzeki. Ten rejon jest po części zeuropeizowany. Dobrze mi tu - z jednej strony mam posmak europejskiego życia, a z drugiej - mogę poczuć atmosferę miejsca o bogatej historii; nie brakuje tu świątyń - do których mogę dojść na pieszo.

 

Życie to gra

Tutejsi ludzie są bardzo otwarci i życzliwi. Gościnność jest jednym z fundamentów indyjskiej kultury. Gospodarz powinien odnosić się do gościa, jak do bóstwa. Hindusi, spośród wszystkich Azjatów, najwięcej mają wspólnego z Rosjanami, dlatego podczas komunikacji nie odczuwam barier. Tutaj nieznajomy może po prostu podejść do ciebie na ulicy i rozpocząć rozmowę na temat twojego życia. Po takim spotkaniu już jesteście znajomymi.

Języka hindi zaczęłam się uczyć jeszcze w Rosji, ale największy progres poczyniłam w czasie, kiedy miałam okazję mieszkać z indyjską rodziną. Niemniej jednak, pomimo tego, że swobodnie władam już hindi, chodzę na lekcję dokształcające.

W Waranasi mała jest szansa na spotkanie osoby posługującej się rosyjskim - czego nie można powiedzieć o Goa. Stosunek do Rosjan w obydwu tych stanach jest silnie zróżnicowany. W Waranasi żyją skromniejsi ludzie - przywiązani do tradycji; a w Goa życie toczy się wokół biznesu turystycznego, co, można powiedzieć, "zepsuło" wielu tamtejszych mieszkańców. Chociaż, Hindusi nie widzą niczego złego w zarabianiu pieniędzy, albowiem w naukach ich religii człowiek, żeby doświadczyć wyzwolenia po śmierci, powienien w swoim życiu przejść przez cztery stopnie rozwoju; są to: kama - zaspokojenie potrzeb zmysłowych; artha - zarabianie pieniędzy; dharma - wejście na ścieżkę duchową; oraz moksza - wyzwolenie. Artha jest jednym ze stopni, a więc, zgodnie z tutejszą obyczajowością, człowiek nie jest zły, jeśli zarabia pieniądze. A na turystach to grzech nie zarobić...

Hindusi nie oszukują turystów, tylko pogrywają z nimi. W ich światopoglądzie życie to gra. Jako ludzie wschodniej mentalności, mają nieco inne spojrzenie na proces negocjacji. Często można od nich usłyszeć zdania w stylu: «Ja mówię: "tysiąc", i później dojdziemy do odpowiedniej sumy, która zadowoli nas obu». Hindusi znajdują przyjemność w samym targowaniu, ale przyjezdny, najczęściej, na dźwięk słowa: "tysiąc", odwraca się i odchodzi, nie wstępując do gry.

Jeśli wspomnieć o Rosji w towarzystwie Hindusów ze starszego pokolenia, można od nich usłyszeć: «Оoo, hindi rusy bhaj bhaj!» («Hindusi i Rosjanie - bracia»). To jest taki slogan, który zapisał się w historii kontaktów rosyjsko-indyjskich. Był popularny w latach 1950-1980. Hindusi go nie zapomnieli.

Тradycje

W Indiach ludzie obchodzą bardzo wiele różnych tradycji oraz świąt. Nowy Rok to okazja dla młodzieży, żeby pospacerować, a najważniejsze święto nazywa się Diwali. Wielu ludzi puszcza wtedy fajerwerki, domy zdobi się girlandami, biznesmeni zamykają swoje księgi finansowe; może dlatego, w mojej świadomości, to święto przyjęło się jako Nowy Rok. Dla mnie najważniejsze jest święto zwycięstwa w walce ze złem. Jeśli jest możliwość, świętuję ten dzień z bliskimi.

Lubię przyglądać się obrzędom weselnym. W każdym regionie ceremonia zaślubin wygląda inaczej, a nawet, co więcej, czasami jest tak, że pojedyncze kasty jednego stanu, obchodzą to wydarzenie na własny sposób.

Obrzęd rozpoczyna się od swatania. Krewni pana młodego przychodzą do panny młodej, żeby omówić warunki zaślubin. Rankiem przygotowują obrzęd mehendi (skórę panny młodej oraz jej przyjaciółek pokrywa się chną). Wieczorem, w przeddzień ślubu, rozpoczyna się sangid - program tańców weselnych. Najważniejszym punktem wieczoru jest taniec panny młodej.

W dzień wesela Hindusi organizują obrzęd zwany: "haldi". Pannę oraz pana młodych nasmarowuje się pastą z kurkumy, zmieszaną z olejkami i innymi substancjami zapachowymi. Na skórze białej kobiety efekt nie prezentuje się korzystnie - przybiera ona żółty odcień, podczas gdy skóra kobiety indyjskiej zalewa się kolorem złocistym. Ceremonię zaślubin uważa się za zakończoną, po tym jak młodzi obejdą ognisko siedem razy.

 

Kwestia mieszkaniowa

Wysokość ceny wynajmu mieszkania w Indiach jest zróżnicowana w poszczególnych rejonach. Apartamenty w kompleksie mieszkaniowym są droższe, ponieważ trzeba płacić opłatę członkowską. Kiedy byłam w Delhi, wynajmowałam trzypokojowy lokal w dzielnicy mieszkalnej, za 25 tysięcy rubli. Mieszkania znajdujące się poza kompleksem mieszkalnym można wynająć za 10-15 tysięcy rubli, ale panujące tam warunki są dużo gorsze.

Dzielnica w Waranasi, w której mieszkam, uchodzi za bogatą - a to z powodu dużej liczby mieszkających tutaj Europejczyków. Ja płacę za swój apartament około 20 tysięcy rubli. Jednak, nie jest powiedziane, że biedny człowiek musi żyć na ulicy - można znaleźć pokój nawet za dwa tysiące rubli. Znajdzie się tutaj mieszkanie również dla posiadaczy chudych portfeli - trzeba tylko dobrze poszukać.

Korzystam z bezpłatnej medycyny - to znaczy państwowej. Nawet turysta może w Indiach liczyć na traktowanie preferencyjne. Opieka zdrowotna tego typu jest dobra, jednak szpitale są słabo wyposażone, а kolejki do lekarzy - ogromne. Wszyscy niezamożni ludzie korzystają z państwowej opieki zdrowotnej - w końcu wizyta w publicznej klinice, to tylko 20-30 rubli.

Złośliwcy

Odpoczynek to całe moje życie. Dużo czytam, poznaję miasto, ćwiczę jogę oraz organizuję warsztaty dla podróżników z Europy, którzy chcą jak najlepiej poznać Indie. Dzisiaj, przykładowo, rozmawialiśmy o indyjskim malarstwie folklorowym. W wolnym czasie zajmuję się prowadzeniem bloga. Mój cel, to pokazać Indie od pięknej strony.

Nie brakuje złośliwców, którzy widzą w Indiach tylko to, co negatywne. Często mnie pytają: «Jak możesz żyć pośród takiego brudu?» Po pewnym czasie przestałam odpowiadać, że Indie to wiele więcej, niż tylko brud. Teraz mówię: «Czy patrząc na spuściznę cywilizacji liczącej sobie ponad pięć tysięcy lat, nie można się dopatrzeć niczego innego, poza brudem?» Chciałabym, żeby ludzie nauczyli się widzieć szerzej - w końcu piękno znajduje się w oczach patrzącego.

Niedawno udostępniłam zdjęcie człowieka medytującego w rzece Ganges. Obóz komentatorów był podzielony - jedni pisali: «Ależ bym chciał tam teraz być», а drudzy: «Jak on może siedzieć w pomyjach?» W tej sytuacji można dopatrzeć się symbolicznego przekazu: zróżnicowany jest sposób patrzenia ludzi na świat.

 

Indyjska bajka

Mama była przygotowana na mój wyjazd. Ona wiedziała, że, prędzej czy później, to się wydarzy. Prawdziwi przyjaciele mnie wspierali, a co do pozostałych - wszystko mi jedno. To moje życie i nie interesuje mnie, co na jego temat myślą inni.

Jestem tu już prawie dziesięć lat. Często goszczę u siebie znajomych z Rosji. Staram się zmienić u nich wyobrażenie na temat Indii, zgodnie z którym, jest to niebezpieczny kraj. Na przykładzie własnego życia oraz treści, które umieszczam na blogu, próbuję pokazać, że takie opinie są niczym innym, jak przesądami i wymysłami.

Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak to jest, że jeśli jesteś człowiekiem pozytywnie patrzącym na życie, to powiedzą ci, że masz na nosie różowe okulary. Dlaczego przywykliśmy do tego, że negatywność jest, jakby, narzucona z góry. Pokazuję Indie takimi, jakimi wyobrażaliśmy je sobie będąc dziećmi - jak indyjską bajkę, jak niezwykłe miejsce.  

 

Autor: 
Katija Pieszakowa/ Tłum. Rafał Lenartowski
Źródło: 

weekend.rambler.ru

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama