Vejer de la Frontera – jedno z najpiękniejszych miasteczek Hiszpanii – co można tam robić?

Reklama

Łuk Zakonnic jest ikoną Vejer de la Frontera.

Usytuowane na tylnym grzbiecie wybrzeża, nie posiada bezpośredniego dostępu do niego. Latem, kadyksyński układ ulic w kształcie labiryntu oraz wapnowane fasady zamieniają je w jedno z centrów mody prowincji Andaluzja. Jego oferta gastronomiczna stanowi jeden z zasadniczych powodów [wizyt – przyp. tł.]

Jest jednym z najpiękniejszych miasteczek Andaluzji. I całej Hiszpanii. Mówi tak stowarzyszenie o tej samej nazwie i ktokolwiek, kto przechadzał się jeden dzień ulicami w kształcie labiryntu, kto mijał wapnowane fasady (jeśli nie, zostanie ukarany obiciem się o brzeg, tak żeby oko mogło przystosować się do innego koloru), wodne wiatraki i kwieciste patia aż po górne kafle w najczystszym stylu Nasrid [styl muzułmański w Andaluzji od XIII do XV wieku – przyp. tł.]. To jest coś, co stanowi pochodzenie architektoniczne Vejer de la Frontera, zlokalizowanego niedaleko Kadyksu z około 13.000 mieszkańcami (latem ta liczba może się potroić), usytuowanego na brzegach rzeki Barbate, ledwie osiem kilometrów od wybrzeża oceanicznego. Zabytkowa część miasta, obwarowana murem i wzniesiona na wysokości 200 metrów nad poziomem morza została włączona do Zespołu Historyczno-Artystycznego [państwowy system klasyfikowania miejsc o doniosłym znaczeniu dla historii i kultury Hiszpanii – przyp. tł.]. Ma w swojej kolekcji skarby takie jak Łuk Zakonnic, najczęściej fotografowany zakątek, położony obok fontanny rybek na Placu Hiszpańskim. Wracając do łuku, należy pojawić się i rozkoszować się panoramicznymi widokami znajdującej się poniżej części mieszkalnej miasteczka, graniczącej z centrum. Ponadto, arkada, daje dostęp do dzielnicy żydowskiej, kolejnego z nieodzownych miejsc, w którym są porozrzucane sklepy z rękodziełem lokalnym, galerie sztuki i niektóre urokliwe kawiarenki.

Plac Hiszpański, ścisłe centrum miejscowości

Nie można pominąć również kościoła del Divino Salvador (Boskiego Zbawiciela) (w stylu gotyckim oraz mudejar i zbudowanego na miejscu dawnego meczetu) ani też zamku skonstruowanego pomiędzy IX a X wiekiem w epoce Abderramana I, „ze swoją posadzką wykonaną z oryginalnych kłosów i głównymi wrotami w formie łuku
z podkowy oprawionej w alfiz”, jak zaznacza Inma Márquez, przewodniczka wyspecjalizowana w miasteczku, a która mogłaby godzinami opisywać ze szczegółami burzliwą historię budynku wpisanego na listę Zabytków Narodowych w roku 1931. Nie na darmo muzułmanie zajmowali Vejer od roku 711 do 1264,
a potem kontynuowali okupację większej jego części aż do początku XV stulecia.

Widoki białych fasad tak charakterystycznych dla tego miejsca

Márquez okazuje też radość, opowiadając o życiu kobiet znajdujących schronienie w Vejer pochodzenia kastylijskiego, ale z reminiscencjami muzułmańskimi, które okrywały swoje ciała czarnym płaszczem, mając odkryte do patrzenia tylko prawe oko. „Z nadejściem Wojny Domowej zabroniono jego noszenia, ponieważ ludzie mogli się w ten sposób ukryć.”, dodaje przewodniczka.

w 1976 przywrócono to prawo i obecnie strój ten wyróżnia się podczas świąt patronalnych.

W trakcie spaceru po labiryncie Vejer powinno się zrobić postój w Casa del Mayorazgo (Dom Ordynacji) (ulica Mercedes 8) z wieku XVIII, gdzie co drugi dzień mieszkaniec miasta Manuel Crespo, liczący już 80 lat, podlewa 450 donic rozstawionych w patio, które łączy wszystkie mieszkania w budynku. Mieszka
w jednym z nich i nie ma zastrzeżeń, żeby przyznać ciekawskim, którzy zagłębiają się w budynek, że jest czarujący.

Restauracja Las Delicias była wcześniej teatrem.

Oprócz śladów historycznych, Vejar de la Frontera stało się jednym
z „najsmaczniejszych” celów wycieczek w całej Andaluzji, dlatego też należy zatrzymać się na Jarmarku Gastronomicznym świętego Franciszka (ulica świętego Franciszka 3), gdzie można zwrócić uwagę na porcję świeżo wyłowionych, smażonych ryb, fantastyczną tortillę z ziemniaków (tak, z krewetek także, dla których jesteśmy w Kadyksie…) lub danie z czerwonego mięsa wołowego polewane pucharem lokalnego wina. Otwarty każdego dnia, ma tę osobliwość, że w ciągu tygodnia jest idealnie nadaje się na robienie zakupów. W południe natomiast
i w nocy zamienia się w najlepsze miejsce do jedzenia przekąsek.

W Vejer koniecznie trzeba wstąpić do lodziarni El Mastrén (ulica Juana Relinque 4), w której podawany jest niezmiennie cobichoc (oznacza dom na bazie czekolady ze wszystkimi swoimi nachyleniami), gazpacho, piwo własnej roboty lub polędwica ze skwarkami. Tak, przeczytali Państwo dobrze. To jest specjalność gastronomiczna miasteczka. A to stąd, że właściciel lodziarni, Juan Francisco Melero zawarł ją
w karcie dań w formie tymczasowej, co znaczy, że jest przyrządzana tylko z okazji świąt lokalnych. „Nie chodzi o to, żeby zjeść cały puchar [lodów – przyp. tł.], lecz, żeby ludzie się tym zachwycili.”, dodaje Melero, który w sierpniu potrafi przygotować 32 kilogramy lodów w ciągu dnia.

Wnętrze Domu Kalifa

Szlak kulinarny przez miasteczko wiedzie dalej przez tradycyjne sklepy spożywcze (Palomita na ulicy de los Remedios), ciastkarnie z domowymi wyrobami (Galvan na ulicy Altozano, założona w 1942 roku) i designerskie pomieszczenia z kreatywną kuchnią jak Las Delicias na ulicy de la Corredera. Wzniesiona na miejscu dawnego teatru z XIX wieku została przerobiona całkowicie w stylu awangardowym. Trzeba obowiązkowo poprosić o krokiety z mątwy. Vejer posiada również liczne restauracje kuchni arabskiej, jak Jardin del Califa (Ogród Kalifa) (Plac Hiszpański 16) dawniej rozległy dom andaluzyjski skonstruowany w roku 1527 znany jako Dom Sędziowski, który teraz służy zarówno jako hotel jak i też restauracja.

Najstarsza część budynku znajdująca się na tyłach ma związki ze starą studnią wybudowaną między XI a XIII wiekiem, chociaż główna fasada jest datowana na stulecie XVIII. W 1775 roku trzęsienie ziemi wyrządziło wiele szkód na tym obszarze
i dlatego musiał on być zrewitalizowany. Inna data: podczas Wojny Domowej (1936 – 1939) konstrukcja pośrodku ruin była używana przez obywateli jako stajnia dla koni
i schronienie dla żołnierzy. Obecnie warto którejś nocy przejść się po historycznych komnatach i, przede wszystkim, spróbować któregoś z serwowanych tu smakołyków marokańskich. Mianowicie: falafel, warakarish (albo liście z winnej latorośli wypełnionej korzennym ryżem), udziec jagnięcy w szafranie, roślinny kuskus, ciasta… .

Część terenu miejskiego otoczonego murami

Przychodzi teraz kolej na zakupy w porozrzucanych po miasteczku sklepach
z rękodziełem, pełnych artykułów z korka, palmy lub skóry. Jest tam całe tego mnóstwo: La Solea, El Cubillo, Morgana… . Możesz także zetknąć się z ubraniami w stylu niezależnym, pokroju hippisowskiego lub z rzeczami spersonalizowanymi
w La Pajara ul. José Castrillón 6), gdzie są tworzone ich artykuły (od koszul po fartuchy, bluzy lub torebki) przy użyciu termoprzylepnego winylu do tłoczenia. Poproś o tematykę, którą chcesz, żeby wykonali: był już pirat, UFO, ptaki z filmu Hitchcocka. Najbardziej pożądane: „migdałowy tuńczyk, tak charakterystyczny dla Kadyksu”, zdradza jedna z uczestniczek projektu. I jeszcze ostatnia rekomendacja dla kogoś, kto nabywa ochoty na pobyt nad morzem: plaża del Palmar znajduje się jedynie 11 kilometrów stąd i nie ma już areny wyśmienitszej i bardziej złotej niż ona. Żeby przekąsić coś, wstąp do kiosku z przekąskami i napojami El Dorado.

Autor: 
Tłum. Dominik Nowicki
Źródło: 

El Mundo

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama