Polacy uwięzieni w Polinezji: linie lotnicze zaczęły anulować loty, a hotele wyrzucać ludzi na bruk

Reklama

pon., 03/23/2020 - 14:48 -- moderator2
  • Na Facebooku pan Andrzej opublikował apel o nagłośnienie sprawy i pomoc w zorganizowaniu powrotu z Polinezji Francuskiej
  • Jedyne loty, z których mogli skorzystać, odbywają się przez Stany Zjednoczone, do których nie mogą lecieć, ponieważ nie minęły dwa tygodnie od ich obecności w Europie
  • Na wyspie nie mogą pozostać, ponieważ władze Polinezji ogłosiły tzw. ewakuację turystów w trybie natychmiastowym. W czwartek, 26 marca ma zostać zamknięte na pięć tygodni lub dłużej lotnisko międzynarodowe
  • Zaproponowano im tymczasowo nocleg w akademiku, w którym, jak się okazało, przebywają Polinezyjczycy na kwarantannie. Polacy nie mogą stamtąd wychodzić, więc nie mają możliwości, aby pojechać na lotnisko i zapisać się na listę oczekujących na ostatni samolot do Paryża

- Przylecieliśmy w siedem osób do Polinezji 14 marca. Mieliśmy certyfikaty medyczne oraz lot powrotny na 28 marca, a więc pozwalający nam wrócić przez USA (zgodnie z obecnym prawem po 14 dniach spędzonych poza terenem Unii Europejskiej). Mieliśmy też wykupione lokalne loty z Papeete na Raiatea i z powrotem - opisuje pan Andrzej i dodaje, że potem sprawy zaczęły się komplikować.

- Po wylądowaniu w Papeete (stolicy Polinezji Francuskiej - przyp. red.) wymieniliśmy pieniądze na lokalną walutę i polecieliśmy na Raiatea. Tam, po kilku dniach okazało się, że banki przestały wymieniać pieniądze. Pozostał nam tylko bankomat po mocno nieciekawych przelicznikach. 18 marca rząd Polinezji ogłosił tzw. ewakuację turystów w trybie natychmiastowym. Już 19 marca dzwoniono do ośrodków goszczących turystów. W czwartek (26 marca) ma zostać zamknięte na 5 tygodni (lub dłużej) lotnisko międzynarodowe. Od niedzieli miały przestać latać samoloty z wysp (w tym Raiatea) do Papeete (Tahiti, tu jest lotnisko międzynarodowe). Linie lotnicze zaczęły anulować loty, a hotele wyrzucać ludzi na bruk. Nikt nie ma do dzisiaj planu na to, jak ci ludzie mają Polinezję opuścić, skoro linie lotnicze nie proponują dodatkowych lotów w zamian za te anulowane, a w innych samolotach nie ma miejsc - wyjaśnia Polak.

"W ciągu pięciu godzin ma się stawić na lotnisku"

- Maciek (jedna z osób z naszej grupy) 20 marca dostał maila od AirTahiti (loty między wyspami), że jego lokalny lot z Raiatea do Papeete został zmieniony, i że w ciągu pięciu godzin ma się stawić na lotnisku. Reszta z nas dostała informację, że mamy lot kolejnego dnia rano (dobrze, że akurat mieliśmy włączony internet, bo nawet byśmy o tym nie wiedzieli… nikt do nas nie zadzwonił). W związku z anulacją rezerwacji przez kolejne hotele oraz Airbnb Maciek musiał spać na krzesełkach na lotnisku, przywiązując do siebie bagaże, aby go nie okradziono. Lotnisko jest puste, wszystko jest tam pozamykane. Gdy wcześniej próbował podejść do pobliskiego supermarketu, aby kupić jakieś jedzenie, spotkał głównie bezdomnych i "gangsterów" okupujących krawężniki i dających mu do zrozumienia, że ma "wy****dalać" do kraju. Już wcześniej, jeszcze na Raiatea ostrzegano nas, że lokalna ludność zaczyna wariować i robi się agresywna w stosunku do turystów, bo uważa, że to wszystko ich wina, że przywieźli wirusa, a aktualnie Polinezyjczycy myślą, że "każdy turysta ma wirusa" - relacjonuje sytuację pan Andrzej.

- Jak usłyszeliśmy potem dodatkowo od pani taksówkarz wiozącej nas na lotnisko na Raiatei: "będziemy teraz łowić ryby i żyć jak kiedyś bez turystów i ich pieniędzy, bo wolimy tak, niż mieć tu waszego wirusa" - mówi.

W sobotę, 21 marca rano Polacy na lotnisku dostali informację od osoby z linii lotniczej Air Tahiti Nui, że w związku z tym, że linia lotnicza French Bee zostawiła swoich klientów na lodzie.

- Po odwołaniu ich lotów nie sposób się z nimi nawet skontaktować, a logując się do swojej rezerwacji na ich stronie internetowej, rezerwacja wyświetla się, jakby lot był kupiony tylko w jedną stronę. Oczywiście, widnieje tam nadal stara cena lotu w dwie strony. Ci z nas, którzy mieli w niej wykupiony lot, mogą zapisać się na listę oczekujących na trzy godziny przed odlotem i jeśli ktoś nie przyjdzie na samolot, to nas zabiorą, choć i tak musimy zapłacić za bilet. Tylko że dostaliśmy też informację od razu, że nie ma miejsc w samolotach, a zostały ostatnie dwa loty lecące przez Gwadelupę, a nie przez USA i że szanse są małe.

Jednocześnie poinformowano nas, że do 26 marca mamy obowiązek opuszczenia Polinezji i nikogo nie obchodzi, jak to zrobimy, skoro nie ma transportu, bo zostaniemy na lotnisku na minimum pięć tygodni bez dostępu do jedzenia, noclegu i sanitariatów, gdyż wszystkie hotele i sklepy będą od tego dnia zamknięte…

W takiej samej sytuacji dotyczącej listy oczekującej są osoby mające anulowane loty, które wykupili tak w Air Tahiti Nui (a nie jak część z nas we French Bee), Aerofłocie, jak i innych liniach lotniczych. Utknęło tutaj ponad 1000 osób z różnych krajów (część z nich jest z nami w akademiku). Jak usłyszeliśmy na lotnisku od przedstawiciela władz: z listy oczekujących na powrót załapie się może 10 osób, nie wiadomo, co władze zrobią z resztą, może będzie dla nich jakiś lot specjalny opłacony przez rząd Polinezji a może nie - nie wiadomo - opisuje pan Andrzej.

Autor: 
KAROLINA WALCZOWSKA
Źródło: 

Redakcja onet

Dział: 

Reklama