Polacy uratowali pasażerów wycieczkowego statku w Chorwacji

Reklama

czw., 07/04/2019 - 13:38 -- zzz

Fale zalewające pokład, krew na rękach kapitana, gasnące silniki i mocno przechylający się na boki statek - takie wspomnienia mają pasażerowie wakacyjnego rejsu w Chorwacji. Załoga - jak się okazało - była kompletnie nieprzygotowana i niedoświadczona, a sytuację ratowali pasażerowie z Dolnego Śląska.

Co się wydarzyło na wycieczkowym statku w Chorwacji? Oto relacja naszej Czytelniczki, Marii Piszko:

Wypłynęliśmy z miejscowości Zaostrog w kierunku wyspy Korczula o godz. 8.45 w piękną pogodę, było 32 stopnie. Dramat rozpoczął się w drodze powrotnej ok. godz. 16.00, kiedy nagle pojawił się silny wiatr i fale morskie sięgające ok. 5,6 metrów wysokości. Załoga na statku to trzy studentki ze Słowacji (w wieku ok.20 lat) i trzech mężczyzn (Chorwatów, również młodych, sam kapitan miał ok. 22 lat). Uderzająca kolejna silna fala zniszczyła totalnie mostek kapitański, pulpit sterowniczy, zbiła całkowicie szybę pomieszczenia sterowniczego, a odłamki pokaleczyły kapitanowi ręce, koło sterownicze zostało wyrwane. Załoga straciła kompletnie kontrolę nad statkiem, silniki zgasły i rozpoczął się dryf z falami rzucając nami na prawo i lewo o dużym nachyleniu.

Z jej relacji wynika, że kapitan był tak samo zszokowany jak pasażerowie. Nie wiedział, co robić. Zimną krew zachowało dwóch Polaków z Dolnego Śląska, Jakub Fedorowicz i jego brat, Tomasz. Mężczyźni zaczęli szukać kamizelek ratunkowych, bo załoga nie wiedziała, gdzie się znajdują, a reszta pasażerów wpadała już w panikę.

- Statek nie był przygotowany do tego, by przewozić taką liczbę ludzi. Ale wiadomo, w ferworze tłumu, wakacje, nikt się nie zastanawia. Moje podejrzenia wzbudził fakt, że marynarze i kapitan są dość młodzi - wspomina pochodzący z Kłodzka Jakub Fedorowicz, który uczestniczył w akcji ratunkowej, a właściwie sam ją poprowadził. Przez innych pasażerów został potraktowany jak bohater. - Fale były naprawdę wysokie. W kulminacyjnym momencie sam wybrałem 112, krzycząc "Mayday Mayday more more" (po chorwacku morze - przyp. red.) i nazwę łodzi, a potem dałem telefon kapitanowi, który jako jedyny był Chorwatem (reszta załogi to słowaccy studenci) i potrafił mówić po chorwacku. Wręcz go zmusiłem, żeby poinformował o sytuacji - Jedna z kobiet zemdlała, ktoś myślał, że wypadła z tego okrętu. Na szczęście udało się ją znaleźć. Moja pięcioletnia córka do tej pory płacze, kiedy komuś o tym opowiadamy - dodaje

 

Tak jeden uczestników opisywał rejs na portalu Tripadvisor

Screen z TripAdvisor

Screen z TripAdvisor TripAdvisor

W grupie wycieczkowiczów znajdowali się również pielgrzymi z Krakowa (ok. 160 osób) oraz kilku obcokrajowców.

- Ktoś zemdlał, dzieci piszczały, płakały, ktoś wymiotował, a zakonnica i księża intonowali modlitwy, mające pomóc nam ocaleć. Jeden mężczyzna z grupy pielgrzymów przemawiał do ludzi i uspokajał ich - opowiada Maria Piszko. - Akcja jak z filmu "Titanic".

Na szczęście statek nie zatonął, a wszystko skończyło się dobrze. Przyleciał helikopter, a pomocy udzieliła załoga innego okrętu.

- Pierwszej pomocy udzielił nam statek turystyczny, mniejszy, który wracał z Korczuli i rzucił nam linę, uważając, aby w nas nie uderzyć, bo fale były bardzo wzburzone i silne - opisuje Maria Piszko. - Potem nastąpiła akcja ewakuacji nas na inne statki po ok. 20 osób i dalsza ewakuacja busami do miejsca wypłynięcia. Byliśmy o krok od śmierci". Pasażerowie zostali łodziami ratowniczymi przetransportowani do portu Orebić, a stamtąd z powrotem do Zaostrog mogli dotrzeć już tylko przez Bośnię i Hercegowinę.

Pani Maria nie ma pretensji do przewoźnika z Polski - do Chorwacji dotarła dzięki przewoźnikowi "Tyrawa" z Kudowy Zdrój.

 

- Ja tylko wiozłem tych ludzi, całą historię o dramacie na statku słyszałem tylko z opowiadań - mówi Andrzej Tyrawa, właściciel firmy.

Firma "Felun Jedan" z Gradaca oferująca turystyczne rejsy w Chorwacji pasażerom, którzy przeżyli dramat, zaproponowała rakiję i oliwę w ramach rekompensaty. Potem jednak się z tego wycofała, a zamiast tego chciała im zaproponować... nocny rejs statkiem. Na to jednak już nikt nie chciał się zgodzić, bo kolejnego dramatu mogliby nie przeżyć.

Autor: 
zzz
Źródło: 

Gazeta Wrocławska

Reklama