Kobieta, która okrążyła świat

Reklama

pon., 06/07/2021 - 23:25 -- MagdalenaL

Szukając głębszego związku ze światem, Angela Maxwell wyruszyła w samotną wędrówkę. Sześć lat i 20 000 mil później, przywiozła to połączenie do domu.

„Dlaczego?” To proste pytanie i takie, które ludzie często zadają Angeli Maxwell. Jednak do niedawna Amerykanka nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dokładnie zmieniła swoje doskonałe życie w pogoni za wielkim marzeniem. Ale dla Maxwell „dlaczego” jest pytaniem, na które warto odpowiedzieć. W końcu wyruszyła w podróż, której niewiele osób próbuje: w 2013 roku zdecydowała się na samotną wędrówkę dookoła świata.

Tak wielkiej samotnej wędrówki Maxwell nie planowała. W rzeczywistości wyruszyła zaledwie dziewięć miesięcy po tym, jak na zajęciach z plastyki podsłuchała rozmowę o człowieku, który rzekomo przeszedł dookoła świata.

Podróż Maxwell nie wyrosła z miejsca straty, porażki czy osobistego kryzysu. Kiedy zdecydowała się wyruszyć w długodystansowy marsz, była po trzydziestce, prowadziła dobrze prosperującą firmę i była w związku. „Myślałam, że jestem szczęśliwa” – powiedziała – „ale z perspektywy czasu zdałam sobie sprawę, że szukałam czegoś więcej... głębszego połączenia z naturą i ludźmi – żyjąc na mniejszej ilości i łącząc się z otaczającym mnie światem”.

Najlepszym sposobem, aby to znaleźć, pomyślała, było postawienie jednej stopy przed drugą. Chodzenie pieszo zminimalizowałoby jej ślad węglowy, a powolne tempo oznaczało, że mogła w pełni zanurzyć się w przyrodzie, spotkać ludzi, których w przeciwnym razie tylko by mijała, i poznać inne kultury w sposób, który jest wyjątkowy dla długodystansowych piechurów.

W trakcie przygotowań Maxwell odnalazła cały świat kobiet odkrywczyń, które ją ośmieliły. Zakochała się w pisarstwie i stylu „slow travel” Robyn Davidson, która przemierzyła Australię na wielbłądach. Dowiedziała się o długodystansowej piechurce Ffyonie Campbell; przeczytała też o Rosie Swale-Pope, która autostopem dotarła z Europy do Nepalu, opłynęła świat, konno przemierzyła Chile, a w wieku 59 lat zaczęła biegać dookoła świata.

„Czytałam ich książki w nadziei, że znajdę w nich zachętę – i tak się stało – poznając ich wyzwania i zmagania, a także triumfy. Historia każdej z kobiet była zupełnie inna i to dało mi pewność, że mogę spróbować swoich sił w marszu” – powiedziała Maxwell.

Po podjęciu decyzji o wyjeździe Maxwell sprzedała wszystkie swoje rzeczy i zorganizowała niezbędny ekwipunek. Zapakowała wózek z 50 kg sprzętu kempingowego, jedzeniem, wojskowym filtrem do wody i ubraniami na cztery sezony. Maxwell opuściła swoje rodzinne miasto Bend, Z Oregonu, 2 maja 2014 roku i wyruszyła w przygodę tak wielką, że prawdopodobnie najlepiej było, aby nie wiedziała dokładnie, co czeka ją na szlaku.

Kiedy po raz pierwszy połączyłem się z Maxwellem przez Skype'a w czerwcu 2018 roku, była już prawie cztery lata w swojej podróży, przeszedłszy ponad 12 500 mil w 12 krajach na trzech kontynentach. Zaciekawiony, zapytałem ją, jakiego rodzaju osoby potrzeba, aby przejść dookoła świata. Jej twarz rozpromieniła się i odpowiedziała: „upartej”. Po czym dodała: „To prawdopodobnie połączenie ambicji, odrobiny uporu i szczypty pasji – nie do wędrówek jako sportu, ale do odkrywania siebie i przygody”.

Maxwell powiedziała mi, że mimo iż szybko znalazła swoją rutynę – pobudka około wschodu słońca, dwie filiżanki kawy rozpuszczalnej i miska płatków owsianych na śniadanie, pakowanie, spacer, rozbijanie obozu na noc, jedzenie makaronu instant i wtulanie się w śpiwór – żaden dzień nie był taki sam. Początkowo wyruszyła z planem, ale szybko zdała sobie sprawę, że to objazdy czynią przygodę. Dlatego też, mimo że podążała w ogólnym kierunku, zawsze ufała swojemu przeczuciu, gdzie skręcić w lewo lub w prawo.

Maxwell cierpiała z powodu poparzeń słonecznych i udaru cieplnego na australijskiej pustyni oraz dengi w Wietnamie. Została zaatakowana i zgwałcona przez nomada, który włamał się do jej namiotu w Mongolii; usłyszała strzały podczas biwaku w Turcji; nauczyła się spać z jednym okiem i jednym uchem otwartym, budząc się na bezbronność głębokiego snu. Nawet jeśli nie można było przewidzieć, jakie to będą trudności, Maxwell spodziewała się ich wszelkiego rodzaju.

„Mimo to”, powiedziała, „nie zaczęłam chodzić, ponieważ byłam nieustraszona, ale raczej dlatego, że byłam przerażona. Bardziej bałam się, że nie pójdę za głosem serca, niż że stracę wszystko, co posiadam i kocham”.

Radzenie sobie z traumą napaści seksualnej okazało się być momentem definiującym, takim, w którym Maxwell ostatecznie postanowiła kontynuować chodzenie. Chociaż nadal była przerażona, historie innych kobiet o wytrwałości i sile pomogły jej kontynuować: „Byłam zdeterminowana, by nie pozwolić, by ten incydent zmusił mnie do porzucenia tego mojego marzenia i powrotu do domu. Zostawiłam za sobą cały swój świat, nie miałam do czego wracać i rozumiałam ryzyko związane z moją podróżą”. Maxwell szła, by odkryć, jak silny może być jej umysł i ciało, nawet w obliczu przemocy.

Po drodze jej powolne tempo pozwoliło jej na wciągnięcie się – na krótko, ale głęboko – w inne kultury. Wędrowała po maleńkich nadmorskich wioskach wzdłuż włoskiego Morza Tyrreńskiego, chłonąc żywą atmosferę i przyjmując zaproszenia do rozmowy, posiedzenia i wypicia wina. W Wietnamie wyczerpana po zdobyciu szczytu przełęczy Hai Van została powitana przez starszą kobietę, która zaprosiła ją na noc do swojej małej drewnianej chatki na szczycie. Na granicy Mongolii i Rosji rozkwitła przyjaźń, która doprowadziła do ponownego spotkania po latach w Szwajcarii. Maxwell została nawet matką chrzestną córki kobiety, którą poznała we Włoszech.

Bez względu na to, czy te międzykulturowe spotkania trwały siedem minut, czy siedem dni, Maxwell zawsze pamiętała o dwóch rzeczach. Po pierwsze, aby być dobrym słuchaczem, aby móc się uczyć. „Wędrówki nauczyły mnie, że każdy i wszystko ma do opowiedzenia jakąś historię, musimy tylko chcieć słuchać” – powiedziała.

W trakcie swojej podróży poznała wielopokoleniowe przepisy rodzinne we włoskiej wiosce, pszczelarstwo w Republice Gruzji i hodowle wielbłądów w Mongolii na historycznym Jedwabnym Szlaku. Po drugie, Maxwell nauczyła się, jak ważny jest wkład własny. Rąbała drewno w Nowej Zelandii i rozdawała jedzenie bezdomnym we Włoszech. Na Sardynii pomogła włoskiemu rolnikowi wyremontować jego dom.

Jednak najczęściej to opowieści Maxwell były jej największym wkładem. Przemawiała na nieformalnych spotkaniach, w szkołach i na uniwersytetach, a nawet na scenie TEDx w Edynburgu, dzieląc się swoimi doświadczeniami, by inspirować innych. Stała się głosem na rzecz równouprawnienia kobiet, zwłaszcza po tym, jak zdecydowała się kontynuować wędrówkę pomimo ataku w Mongolii. „Rezygnacja nigdy nie wchodziła w grę” – powiedziała.

Podczas swojej pielgrzymki Maxwell zbierała datki dla organizacji pozarządowych, takich jak World Pulse i Her Future Coalition, które skupiają się na wspieraniu dziewcząt i młodych kobiet. W sumie zebrała około 30.000 dolarów.

Ciekawość i otwartość umysłu to potężny sposób na „głębsze doświadczenie świata i jego mieszkańców” – powiedziała Maxwell. Przez sześć i pół roku Maxwell wybrała styl życia pełen ciekawości, niepewności i skrajnej bezbronności. Zrobiła to w poszukiwaniu czegoś, czego nigdy nie mogła być pewna, że znajdzie: osobistego szczęścia i głębszego związku z otaczającym ją światem.

W dniu 16 grudnia 2020 r. pielgrzymka Maxwell zakończyła się dokładnie tam, gdzie się zaczęła: w domu jej najlepszej przyjaciółki Elyse w Bend. Tak jak odpowiedziała na wezwanie do rozpoczęcia swojej podróży, wiedziała, że nadszedł czas, aby ją zakończyć. Wiedziała również, że ta przygoda stała się sposobem na życie, do którego może powrócić w każdej chwili. Na razie jednak pracuje nad książką, planuje przyszłe podróże i tworzy sposoby, dzięki którym kobiety mogą odnaleźć, wyrazić i wcielić odwagę w swoje codzienne życie.

Bez względu na to, czy spacer prowadzi przez pół świata, czy tylko w dół drogi, Maxwell pokazuje prawdziwą wartość zwalniania tempa, zwracania większej uwagi i dawania więcej, niż otrzymujemy.

Autor: 
tłum. Justyna Janusz

Reklama