Salento, miasto gazociągów przyciąga turystów: „Morze nas ratuje”

Reklama

wt., 07/27/2021 - 14:10 -- MagdalenaL

Przed plażą w Marina San Foca (foto di Lucia Casamassima), „Corriere”

Lato to czas wielu zmian, jednak spór z Federalberghi nie zostaje ugaszony. Przedstawicielka grupy De Gregorio powiedziała: W tym momencie jesteśmy potraktowani niesprawiedliwie w porównaniu z Ibizą.

Od naszego reportera w Malendugno (Lecce):

Tylko morze zdoła nas uratować. Nigdy nas nie zawiodło. Tutaj, w Salento, było tak od zawsze, a dzisiaj jest jeszcze lepiej. W tych słowach starszego pana siedzącego na ławce z widokiem na morze, w którym kiedyś zwykł pływać, a teraz przychodzi tu każdego ranka „pooddychać morzem, żeby poczuć się lepiej”, zawarta jest przeszła i obecna historia Melendugno. Jest to gmina licząca 9 tys. mieszkańców, położona pięć kilometrów od wybrzeża Adriatyku, a więc nie ma bezpośredniego kontaktu z morzem, ale dzięki swoim przystaniom - Torre Specchia, San Foca, Roca, Torre Sant’Andrea, Torre Saracena i Torre dell’Orso – zawsze była symbolem czystego, pięknego, zdrowotnego i magicznego morza.   A także cennym zasobem gospodarczym Salento i Włoch. Morze, które w tym roku po raz jedenasty zdobyło Błękitną Flagę Fundacji na rzecz Edukacji Ekologicznej (pozarządowa organizacja non-profit z siedzibą w Danii) oraz Zieloną Flagę Pediatrów, ponieważ jest odpowiednie dla dzieci.

Wybrzeże, które urzekło Turków

Obszar wybrzeża od przystani w Melendugno do Otranto, miasta, w którym słońce wschodzi najwcześniej, ponieważ jest to najbardziej wysunięta na wschód miejscowość na Półwyspie Apenińskim, a następnie do Porto Badisco, Santa Cesarea Terme, Castro Marina oraz do Santa Maria di Leuca, był tym, który oczarował Turków. Wydawał się im wiszącym ogrodem z widokiem na Morze Śródziemne, który należało zaatakować i podbić. Wydarzyło się to latem w 1480 roku, jak opowiada Maria Corti we wspaniałej powieści L’ora di tutti wraz ze ścięciem ośmiuset młodych mężczyzn, świętych męczenników z Otranto, których relikwie przechowywane są w katedrze w tym samym mieście, ozdobionej największą mozaiką podłogową (przedstawiającą Drzewo Życia) w Europie, wykonaną przez mnicha Pantaleone.

Koszmar „Xylella”

Piękno tego pasa wybrzeża jest jednak przyćmione przez posępne szkielety drzew oliwnych, zabitych przez bakterię Xylella, i osłabione przez strach przez koronawirusem, który ostatniego lata odstraszył turystów, nawet tych, którzy przyjeżdżali tu od 30 lat. Po utracie drzew oliwnych nie wiadomo, czy Melendugno nadal może nazywać się „miastem miodu i oliwy”. Na pewno się jeszcze o tym przekonamy. Walka z bakterią Xylella jeszcze się nie zakończyła i nikt nie czuje się pokonany. Wszyscy tutaj, począwszy od staruszka siedzącego naprzeciwko morza, wiedzą, że wraz z Otranto i całym Salento, to miejsce nigdy nie przestało i nie przestanie być „zakątkiem morza”.

Od Otranto do Azerbejdżanu

W ostatnim czasie miał miejsce nieuzasadniony alarm w związku z zagrożeniem jakie rzekomo stanowi gazociąg Tap (Trans Adriatic Pipeline), który poprzez rurociąg w kanale Otranto transportuje azerbejdżański metan od Morza Kaspijskiego do przystani San Foca. Oczywiste jest, że nikt z kąpiących się nie odczuwa jego obecności i każdy może zdać sobie sprawę z nieistniejącego wpływu na środowisko, wiedząc, że rura gazowa jest zakopana 20 metrów pod ziemią i na tej głębokości dociera do stacji dekompresyjnej, zbudowanej w głębi lądu w Melendugno.

Lato – czas wielu zmian

Lato jest okresem pełnego rozkwitu dla morza jedenastu Błękitnych Flag. Ekonomiczne
i psychologiczne odrodzenie, przypływ wiary, która pokonuje strach oraz przekonanie
o sile natury, która pokonuje choroby, jak określił to, wspomniany wcześniej, starszy człowiek. A świadczą o tym zatłoczone plaże i uśmiechnięte twarze dorosłych i dzieci kąpiących się w wodach „Karaibów Salento”, pełne restauracje i hotele, ulice miasteczek, które przestały być opustoszałe, festyny i jarmarki znów pełne ludzi, rzędy straganów. Po prostu miasto znów tętniące życiem.

Polemika Federalberghi

Tego lata Salento jest, zaraz po Sardynii najchętniej wybieranym celem podróży Włochów, pomimo wszystkich przeciwności. Pomimo alarmu wywołanego przez Antonellę De Gregorio z Federalberghi: To sytuacja groteskowa, która pozwala nam na wyjazdy na Ibizę, ale nie zezwala na swobodne poruszanie się we Włoszech. A także mimo nieprzyjemnemu szumowi nowych słów, które siłą wdarły się do codziennych rozmów – proszczepionkowcy, antyszczepionkowcy, „tak” dla masek, „nie” dla masek, lockdown, godzina policyjna, dekrety premiera, wymazy, green pas – które teraz, być może, fale morskie zabiorą ze sobą, niczym śpiew syren.

 

Autor: 
Carlo Vulpio tłum. Blanka Grzelak
Dział: 

Reklama