Betlej: Europa dwóch prędkości koronawirusa

Reklama

pt., 03/13/2020 - 11:26 -- moderator2

Miniony tydzień był kolejnym, w którym sytuacja w szeroko pojętej branży turystycznej, ale też w wielu innych, znacznie się pogorszyła. Dobitnym wyrazem tego była prawdziwa panika na giełdach i spadek wartości cen akcji. Szczególnie boleśnie doświadczyły tego firmy działające bezpośrednio lub pośrednio w turystyce. Powodem była rozszerzająca się epidemia koronawirusa i odwrócenie się klientów od biur podróży – pisze na wstępie cotygodniowego opisu sytuacji na rynku turystyki wyjazdowej prezes Instytutu Badania Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej.

Sytuacja w Chinach bardziej przewidywalna

Autor przypomina, że jak pisał już w poprzednich materiałach, rozwój choroby w jej największym ognisku, czyli w chińskiej prowincji Hubei, przebiega mniej więcej zgodnie z dającym się cyfrowo wygenerować modelem. Na jego bazie Traveldata przyjęła projekcję, według której epidemia osiągnęła swój szczyt i zaczęła słabnąć. Liczba dziennych zgonów powinna 10-12 marca zejść do mniej niż 20. Tak też się stało 10 marca, a 12 marca liczba zgonów wyniosła już tylko 11.

„Pośredni wniosek z tego jest taki, że przebieg epidemii może być w zadowalającym stopniu przewidywalny, co dawałoby szanse na stopniowe zdefiniowanie racjonalnego poziomu obaw. Obawy związane z postrzeganiem zdefiniowanego ryzyka są zwykle znacząco mniejsze niż ryzyka nieznanego, które nie jest w wiarygodny sposób ograniczone. Przedstawianie natomiast sytuacji jako całkowicie nieznanej, nieprzewidywalnej w jej dalszym rozwoju, wspiera tylko obawy społeczeństwa (…). W dużym stopniu dotyczy to podróżowania w inne rejony [świata], zwłaszcza do miejsc turystycznych” – komentuje ekspert.

Rozwój choroby we Włoszech mocno niepokojący

Od tego modelu odbiega mocno sytuacja we Włoszech, notuje się tam bowiem znacznie więcej zgonów w zestawieniu z zachorowaniami niż średnia Światowej Organizacji Zdrowia. W ostatnich pięciu dniach udział wypadków śmiertelnych wyniósł 8,48 procent, a więc znacznie powyżej „normy” (3,4 procent). Jest to też znacznie więcej niż wyniosła w tym samym okresie średnia dla trzech największych krajów na kontynencie, poza Włochami, czyli dla Niemiec, Francji i Hiszpanii, która osiągnęła łącznie 1,98 procent.

Jeszcze wyraźniejsza różnica jest widoczna w zestawieniu z czterema państwami skandynawskimi, w których przy znaczącej liczbie 2193 zachorowań odnotowano dotąd tylko dwa przypadki śmiertelne.

Niektórzy – pisze Betlej – próbują tłumaczyć to zjawisko powszechnym zamieszkiwaniem młodych Włochów z rodzicami, na których przenoszona jest później niewykryta w porę epidemia, albo niewydolnością włoskiej służby zdrowia, która nie potrafi wykryć większości zachorowań. W wyniku tego liczba chorych jest istotnie zaniżona, a liczba zgonów obiektywna, co zmienia relacje.

„Jednak istnieje też teoretyczna możliwość tłumacząca inne niż modelowe zachowanie się statystyk epidemii we Włoszech. Jest nią jakaś nowa odmiana wirusa wywołana skompilowaniem cech wirusa przywleczonego z Chin z miejscowymi. To, że wirus może mutować wspomniał już na konferencji polski premier, a pośrednio o takim niebezpieczeństwie świadczyć mogą nagłe i wyjątkowo restrykcyjne decyzje włoskiego rządu” – wyjaśnia autor.

Epidemia w Europie może okazać się większa niż modelowa

Zdaniem prezesa Traveldaty z pewnością wcześniej dostrzegli tę anomalię rynkowi analitycy i mogła to być jedna z przyczyn gwałtownego przyspieszenia wyprzedaży na giełdach. Szersze ogólnoeuropejskie ryzyko w tym wypadku polega na tym, że duża część zachorowań w innych państwach to wypadki w prostej linii przywleczone właśnie z Włoch. Do potwierdzenia oddziaływania takiej sytuacji potrzeba jednak jeszcze kilku, może dziesięciu, dni.

Bazowy scenariusz przebiegu epidemii w Europie, jaki nakreślił autor 1 marca, sytuował apogeum epidemii na koniec marca, a precyzyjniej – apogeum zachorowań przed środkiem trzeciej dekady marca, a zgonów pod jej koniec. Mniej więcej podobnie wypowiadał się minister zdrowia Maciej Szumowski, jeśli chodzi o możliwy jej przebieg w Polsce.

Gdyby jednak dał się zauważyć istotniejszy wpływ „włoskiej niespodzianki” na przebieg zachorowań w innych krajach, to ową prognozę należałoby zmodyfikować – zastrzega Betlej.

Ocena ryzyka na mapach

Wielu osobom trudno zorientować się na podstawie informacji medialnych w skali zachorowań i zgonów. A to najlepiej oddaje skalę ryzyka, na jakie narażony jest podróżny, odwiedzający dane państwo – tłumaczy Betlej. Dlatego Traveldata podjęła próbę zobrazowania wpływu wirusa na mapach i w tabeli. Pierwsza mapa obejmuje kraje, do których turyści udają się najchętniej, a druga kraje z których podróżuje najwięcej turystów.

Mapy pokazują liczbę zachorowań i zgonów w okresach tygodniowych (według danych worldometers.info, dotyczących koronawirusa – de facto tożsamych z danymi WHO) i w przeliczeniu na milion mieszkańców danego kraju. Obejmują one okres od godziny 22 w niedzielę 1 marca do godziny 22 następnej niedzieli, czyli 8 marca.

Pierwsze liczby (niebieskie) w elipsach oznaczają liczbę zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców, czyli niejako gęstość takich przypadków w danym tygodniu, a kolejne (czerwone) odpowiednio tygodniową liczbę zgonów na milion mieszkańców. Dodatkowo dla ułatwienia orientacji w skali ryzyka, krajom przyporządkowano kolory. Ciemno zielony oznacza najmniejsze ryzyko, a ciemnoczerwony największe.

Autor: 
FILIP FRYDRYKIEWICZ
Źródło: 

turystyka.rp.pl

Zagłosowałeś na opcję 'down'.

Reklama