Przez surowy krajobraz najbardziej odizolowanego zakątka Szwajcarii!

Reklama

pt., 03/05/2021 - 22:30 -- MagdalenaL

Jest to najbardziej odizolowany zakątek Szwajcarii. Wysokie szczyty i strome zbocza. Tam, wśród surowego krajobrazu Dolnej Engadyny, znajduje się światowej klasy kurort Sankt Moritz, w którym króluje wysoki poziom. Mało kto o tym wie i wygląda na to, że Engadyna chciałaby, żeby tak zostało.

Poza tym to miejsce, o którym można marzyć teraz w tych niepewnych czasach. Kiedyś będziesz mógł się tam wybrać, kiedy stanie się to bezpieczne dla wszystkich i dozwolone. Przeczytaj tutaj zapowiedź artykułu „Vogue Livings” o czarującej podróży przez szwajcarski krajobraz górski z wydania styczeń / luty 2021 roku.

Torby z żelkami Haribo w kiosku na szwajcarskim dworcu kojarzą mi się z moim ojcem. Kiedy wracałam z Alp, zabierałem dla niego jedną z tych słodkości. Wciąż widzę go siedzącego w fotelu: mężczyznę o wzroście ponad 180 cm, który jeden po drugim wpycha sobie do ust te małe kolorowe misie i chce wiedzieć wszystko o moich przygodach w szwajcarskim pociągu. Darzy on wielką miłością sieć kolejową tego kraju. 

Jadąc do odległej Doliny Dolnej Engadyny małym, czerwonym pociągiem Kolei Retyckiej, staram się spojrzeć jego oczami na krajobraz. Im dalej wjeżdżam we wschodni kraniec Szwajcarii, tym bardziej niegościnny i gorzej zaludniony staje się. Żaden europejski widok nie może wydawać się tak ponadczasowy jak Alpy Szwajcarskie. Z drugiej strony mojego pociągu krajobraz jest bliższy innej wizji kraju. 

ili wciąż trudno sobie wyobrazić taką podróż, wierzę, że wkrótce będzie można dostrzec coś innego. Coś świadomego, zrównoważonego oraz spokojnego. Na przykład, wyprawę do stosunkowo cichego i nieodkrytego miejsca. Urlop zimowy, podczas którego oprócz sportowej jazdy na nartach pozostaje również czas oraz możliwość na obcowanie z przyrodą i kulturą. Taka wyprawa, w której sama podróż jest przygodą. Po stacjach Chur i Landquart docieram do znanej wioski sportów zimowych Klosters. 

Stamtąd pociąg jedzie dalej przez tunel Vereina do Dolnej Engadyny – odosobnionej, prawie zapomniaej doliny, w której dumni mieszkańcy gór z głowami wyrzeźbionymi z granitu rozmawiają ze sobą w stylu retro-romańskim (coś w rodzaju ulicznej łaciny). W tym prawie zapomnianym języku „Engadin” oznacza „ogród En”. Brzmi to idyllicznie, ale głęboki wąwóz, w którym rzeka En przecina tę dolinę, wcale nie jest piękny. To  nieoszlifowany krajobraz z kamienia, który zmusza do skromnego, ascetycznego życia i skłania do refleksji. 

Sgrafitti i Florentczycy 

Tutejsze wioski mają nazwy, których nie da się wymówić, takie jak Tschlin, Vnà i S-chanf. Niektóre są tak odległe, że nie można do nich dotrzeć zimą. W starych miastach Guarda, Scuol czy Sent grube ściany domów zdobią sgrafitti – XVII i XVIII-wieczne malowidła ścienne. 

Ta forma sztuki przyszła dawno temu z Włoch wraz ze szwajcarskimi rolnikami, którzy uciekli z biedy i szukali pracy za granicą - tak, kiedyś było na odwrót. Uderzające jest to, że prawie wszyscy z nich nauczyli się zawodu cukierników. Po powrocie do wioski Engadine budowali tradycyjne kamienne domy ze sgrafitti jako oznaką ich dobrobytu. 

Utrzymali rzemiosło cukiernicze, czego nauczyli się we Włoszech. Dlatego w piekarniach jest mnóstwo ciast i ciasteczek, które trochę przypominają zagraniczne słodkości. Specjalnością regionu okazuje się Engadiner Nusstorte, czyli ciasto z orzechami włoskimi, karmelem i dużą ilością masła. To ciasto to północna wersja włoskiego pan forte. U wielu piekarzy natkniesz się również na włoskie florentynki, czyli chrupiące ciastko z wiórkami migdałów i kandyzowanymi owocami. 

 

Autor: 
Stephanie Pander, tłum: Julia Gortat 
Źródło: 

vogue.nl/living/a35300315/vogue-living-zwitserland-reizen/ 

Dział: 

Reklama