W starożytnej Missisipińskiej osadzie Cahokia podstawą były wydarzenia społeczne

Reklama

wt., 04/20/2021 - 11:22 -- MagdalenaL

W starożytnej Missisipińskiej osadzie Cahokia, wydarzenia społeczne - a nie handel czy gospodarka - były podstawą.

Żal tych organizatorów imprez, którym powierzono zarządzanie najdzikszymi imprezami w Cahokia.  Tysiąc lat temu osada Mississippi - położona w pobliżu współczesnego amerykańskiego miasta St Louis w stanie Missouri - słynęła z wielodniowych biesiad.

Tłumy ludzi walczyły o miejsce na ogromnych placach.  Napoje gazowane i kofeinowe przechodziły z rąk do rąk.  Tłumy wykrzykiwały zakłady, a zawodnicy rzucali włóczniami i kamieniami.  A Cahokijczycy ucztowali bez opamiętania. Archeolodzy naliczyli 2000 tusz jeleni z jednego wydarzenia, w którym doszło do wybuchu.  Logistyka musiała być oszałamiająca.

W Cahokia, obecnie spokojnym miejscu objętym programem UNESCO, jest teraz spokojniej.  Jednak strzeliste, ziemne kopce wskazują na spuściznę największego prekolumbijskiego miasta na północ od Meksyku.  Kosmopolityczny wir języka, sztuki i duchowego fermentu Populacja Cahokia mogła wzrosnąć do 30 000 ludzi w szczytowym momencie w 1050 r. n.e., co czyniło ją  nawet większą od Paryża.

To czego nie miała Cahokia  jest  zaskakujące, pisze Annalee Newitz w swojej ostatniej książce "Four Lost Cities: A Secret History of the Urban Age".  Masywne miasto nie posiadało stałego targowiska, co przeczy starym założeniom, że handel jest zasadą organizującą całą urbanizację.

"Cahokia była tak naprawdę raczej centrum kultury niż centrum handlu.  Wciąż mnie to zadziwia.  Wciąż zastanawiam się "Gdzie oni handlowali?  Kto zarabiał pieniądze?", powiedział Newitz.  "Odpowiedź brzmi: nie byli.  Nie po to budowali tę przestrzeń".

Newitz nie jest osamotniony w swoim zdziwieniu.  Założenia, że handel jest kluczem do życia w mieście, od dawna kształtowały zachodni pogląd na przeszłość, wyjaśnia archeolog Timothy Pauketat, który badał Cahokię przez dziesięciolecia.

"Jest to zdecydowanie stronniczość, która wpłynęła na wcześniejszych archeologów" - powiedział.  Podczas wykopalisk w Mezopotamii badacze znaleźli dowody na to, że handel był zasadą organizującą ich rozwój, a następnie skierowali tę samą soczewkę na starożytne miasta na całym świecie.  "Ludzie myśleli, że to musi być podstawa dla wszystkich wczesnych miast.  Doprowadziło to do tego, że całe pokolenia szukają tego typu rzeczy wszędzie" - powiedział Pauketat.

Nie znaleźli go w Cahokii, która zdaniem Pauketata mogła być pomyślana jako miejsce łączące świat żywych i umarłych.  Dla wielu kultur, których korzenie sięgają starożytnej Cahokii, "woda jest barierą pomiędzy światem żywych i umarłych" - powiedział Pauketat.  Cahokia, rozciągająca się na terenie, który łączy litą ziemię z płatami bagien, mogła służyć jako swego rodzaju duchowe skrzyżowanie dróg.

"Jest to miasto zbudowane tak, aby stykać się z wodą i suchym lądem," powiedział Pauketat.  Żywi mieszkańcy osiedlali się w najbardziej suchych miejscach, podczas gdy kopce grobowe wznosiły się w miejscach bardziej wilgotnych.  Skanowanie terenu za pomocą lidaru ujawniło podwyższone kładki łączące "dzielnice" żywych i umarłych, fizyczne chodniki, które dosłownie łączyły sfery.

I jeśli życie na granicy tych dwóch światów brzmi raczej ponuro, to wydaje się, że mieszkańcy Cahoki postrzegali swoje rodzinne miasto jako miejsce świąteczne.  W książce "Cztery zaginione miasta" Newitz pisze, że planiści z Cahokia stworzyli struktury i przestrzenie publiczne przeznaczone wyłącznie do masowych zgromadzeń, miejsca, w których jednostki miały być pochłonięte przez radość wspólnych doświadczeń.  Najbardziej spektakularny był 50-hektarowy Grand Plaza, gdzie 10 000 lub więcej osób mogło zgromadzić się na uroczystości w monumentalnej przestrzeni otoczonej ziemnymi piramidami.

"Trudno jest uchwycić intensywność, wielkość, wielowymiarowość takiego wydarzenia" - powiedział Pauketat.  Przez wiele dni jedzenie i picie było znoszone do miasta, gdzie falanga kucharzy karmiła ludzi przybywających na uroczystości.  Zapasy dziczyzny, jagód, owoców i warzyw stały się wspólnymi ucztami.  Przybysze nocowali w tymczasowych mieszkaniach lub w domach przyjaciół, a następnie udawali się na plac na tańce, błogosławieństwa i inne wydarzenia.

Wieżowe słupy wyściełające Grand Plaza mogły zapewnić kolejny spektakl atletycznej gracji, powiedział Pauketat.  Wyobraża sobie, że mężczyźni mogli wspinać się na słupy lub przywiązywać się do nich w celu wykonania strzelistych, powietrznych tańców, rytuału wciąż praktykowanego w niektórych częściach Mezoameryki, należących do Majów" W mezoamerykańskiej ceremonii masz te wielkie, wysokie cyprysowe słupy i czterech facetów, którzy przebierają się za ludzi-ptaki i latają wokół tych słupów" - powiedział.  "Mamy takie słupy w Cahokia"

Koraliki z muszli, pióra i delikatna skóra złapały światło słoneczne, gdy wszyscy założyli swoje najbardziej wyszukane kostiumy na takie wydarzenia, wyjaśnił Pauketat.  Cahokijczycy uwielbiali paletę czerwieni, bieli i czerni; ludzie układali włosy w misterne koki, mohawki i pióropusze.  Tatuaże zdobiły niektóre ciała i twarze.

Dziś miejsce starożytnej Cahokia jest zachowane jako Cahokia Mounds State Historic Site, wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco, gdzie trwają prace archeologiczne.  Siedemdziesiąt z oryginalnych kopców jest tam chronionych, a długie schody prowadzą na szczyt Monks Mound, skąd roztacza się widok na Grand Plaza.  Zwiedzający z audioprzewodnikami przemierzają 10-kilometrową trasę wijącą się przez łąki, lasy i mokradła.

Autor: 
Tłumaczenie Justyna Janusz
Dział: 

Reklama