Podróż w przeszłość

Reklama

śr., 06/16/2021 - 22:37 -- MagdalenaL

Każda podróż jest unikatową możliwością przemieszczania się w czasie. Dla prawidłowego działania mechanizmu warto całkiem otworzyć swoje umysły i pozwolić wyobraźni oddzielić się od logiki. Nasza podróż odbędzie się przez artykuł na stronie internetowej, jeżeli postrzegać informacje z punktu widzenia racjonalności, ale proponuję odłączyć się od świata i dać mózgu odpocząć.

Teraz proszę wyłączyć realność i usiąść na statek pasażerski do Budapesztu na spotkanie z królem Belą IV, który założył Zamek Królewski na wzgórze po prawym brzegu Dunaju. Idziemy wzdłuż rzeki, jaka łaskawie udostępniła dla nas swoje wody, aby dostać się na audiencję Jego Wysokości. Jak i nasz pasażerski, Dunajem nieustannie kursują towarowe statki, rozpędzając powietrze charakterystycznym dźwiękiem i jakby zaznaczając swoją obecność. Gdy tylko podchodzimy do dolnej części wzgórza, otaczająca nas rzeczywistość zmienia się. Po upłynięciu kilku chwil zaczynamy rozumieć, że stoimy już nie przed gotyckim wejściem do Pałacu w 1265 roku, a przed pewną przebudową, zakończoną w 1769 roku. Arka ekscytuje swoim rozmiarem i manierą wykonania. Kolumny z białego marmuru ze złotą ozdobą i obwijającym je winogronem niby podtrzymują niebo. Zostawiamy tą piękność za plecami i natychmiast odkrywa się dla nas raj. Ogród tonie w pachnących kwiatach i zieleni drzew. Na kilku piętrach bliźniaka Sadów Afrodyty widzimy liczne fontanny i rzeźby. Idąc tymi tarasami w górę mamy okazję zobaczyć drugą część miasta po innej stronie Dunaju. Do naszej świadomości docierają wizje z przyszłości. Najbardziej pompatyczny i mocno zwracający naszą uwagę na siebie okazuje się Budynek Węgierskiego Parlamentu. Stoi nad rzeką, tak, że statki płyną prosto pod wykonanym w stylu gotyckim balkonem i długim tarasem. Fale biją o mur parlamentu, sprawiając wrażenie, jakby on sam został wykonany z wody. Ma formę kwadratu z dziesiątkami iglic, na których wydaje się są przyczepione chmurki. W końcu dostaliśmy się do samego pałacu. Po drodze spotkaliśmy panienki w luksusowych sukienkach ze szmaragdowego aksamitu, ozdobionych na dole nacjonalnymi wzorami kwiatów i figurek, z rękawami w kształcie dzwonków ze śnieżnobiałego batystu. Podobnie do nas, spacerowały sobie ogródkiem, oddychając słodkim zapachem kwiatów. Rezydencja ujawnia się naszemu wzroku wykonana w barokowym stylu, jest rozciągnięta na setki metrów po Zamkowej Górze. Liczne małe okienka mienią się wysokimi tarasami i rzeźbionymi balkonami z majestatycznymi kolumnami i figurkami ludzi, Bogów, a dach lśni podobnymi szmaragdowi jasnozielonymi kolorami. Każdy mały szczegół tego budynku jest wytworem utalentowanego twórcy. Wypatrując najdrobniejsze elementy, dotarliśmy do placu Lwów. Z dwóch stron okrągłej budowy przy wejściach stoją dzikie lwy, którym wydaje się król z wysokości swojej władzy kazał stać bez ruchu i chronić spokój jego rodziny. Widzieliśmy jak dosłownie chwilę temu tutaj trenowali swoje umiejętności szermierki i łucznictwa mali królewicze. Nasz wzrok także nie opuścił tego, że apartamenty króla są owinięte podziemnymi szlakami, pokryte ciemnością i winoroślami, prawie bez okien i oddychające wilgocią ziemi. Z największego tarasu przy pałacu można oglądać Budapeszt w pełni. Widzimy tu też fontannę “Łowy króla Matthiasa”, pokazującą surowego króla Macieja w towarzystwie łowczych psów, z trofeum pod nogami – zabitym jeleniem.

Na tym nasza mała podróż jest skończona, ale nie jest ostatnia.

(Poniżej znajduje się więcej zdjęć)

Autor: 
Anastasiia Solohub
Więcej zdjęć: 

Reklama